Koniec 1 wersu.
Potem wychodziłam z Lidla, na przystanek. Trzymałam na rekach mojego psa, ale byl dziwny, nieswój. Jego brzuszek napęczniał jak gdybym trzymała go nad wodą, a on szykował sie do płyniecia. Czekalam na autobus, ale kiedy nadjezdzal, wydal sie dziwny. Z dlugiego, stal sie krotki, jechal szybko, niebezpiecznie i minął przystanek jadąc dalej. Pobiegłam za nim, skrecilam w prawo, w uliczke, bylam w innym miescie. To juz nie bylo moje miasto, lecz jedna z warszawskich dzielnic, budowa metra, zgubiłam sie tam. Zbliżał sie zmierzch, pracownicy budowy pokierowali mnie do wyjscia.
*
Potem niewiele pamietam. Bylam na dole, w salonie, na kanapie siedzial arabski jegomosc. Wspolczsny amant. Zaczal mnie dotykac. Odmowilam, smiejac sie z niego. Poszlam na gore, do siebie. 'Babcia' czytala siostrze bajki na moim lozku, wyszlam do maminego pokoju, ale wrocilam znow. Tym razem siostra lezala w psim kojcu ogladajac bajki, a nowy-stary czarnoskóry jegomość czytał jej książke. Znów przedpokój. Wiedziałam, że siostra śpi u mamy w pokoju, na swoim łóżku, ale jej sobowtór pojawił sie przede mną. Śmiał się, rzucał, jakby ją coś opętało. Za każdym razem, kiedy brałam ją na rece i chciałam wyrzucić przez okno, ona kurczyła sie, zostawała z niej sama dziecieca dłoń, wyschnieta i przypominająca suchą skóre czy racice dla psa. Innym razem pojawiała si znów i znów i znów. Zwątpiłam raz czy to ni prawdziwa ona, al to był sobowtór.
*
Leżałam na łóżku, najpierw na kolanach dawnej przyjaciółki, rozmawiałyśmy, kiedy odwróciłam wzrok zmieniła sie, leżałam na kim innym, na arabskim amancie. Chciałam, żeby dał mi w końcu spokój. Niechciany, niedoszły kochanek. Chciałam sie uwolnić, ale on trzymał mnie. Czułam jak coś wbija mi sie w żebra, było niewygodnie. Zamknelam oczy, chcialam poprawic pozycje, ale nie udawalo mi si to. Przjchalam lonia po jgo twarzy, nagle wyczulam zarost. Cialo jego jakby spoteznialo, glos sie zmienil i juz bylam w objeciach chlopca, z którym żywiłam upodobanie do własnej osoby. Obrzydliwe to było uczucie, znów być przykleszczonym do tego. Prosiłam, żeby mnie puścił, a on tylko powtarzal, ze jestem jego, ze mnie kocha, szeptal obrzydliwe czulosci. Jakby w amoku, do siebie. Udalo mi sie w końcu poprawić pozycje, żebra już nie bolały od niewygodnej pozycji.
*
Poszłam na dół, puścić psa za potrzebą, lecz kiedy otworzyłam drzwi przedsionka widziałam nadchodzącą burz. Przede mną stał mężczyzna w garniturze, okularach, z teczką i parasolem, coś mówił, ale nie spomniałam ani jednego słowa.
Wróciłam na góre. Wiedziałam cały czas, że to sen. Chciałam sie obudzić. 2 raz spotkałam mame, ona tz snila, myslala, ze to koszmar, uderzyla mnie scierką kuchenną, lecz nic nie poczułam. Zaczelam mowic sobie, zeby sie obudzic. Myslalam, ze wszystko to trwa wiecznosc. Sen ten jest rzeczywistością, która okazuje sie nadal być koszmarem.
Ale jestem.
Wybaczcie za literowki, klawiatura w moim laptopie nie dziala zbyt dobrze, mam problemy z pisaniem D oraz A. Sen jest prawdziwy, spisuje go od razu po przebudzeniu. Niestety czesc jego uleciala, wraz z powrotem pelnej swiadomosci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz