piątek, 27 grudnia 2019

koszmar

Miałam straszny sen. Najpierw byłam w swojej wannie, kąpałam sie z dwoma znajomymi ze szkoły, które wydają sie być przyjaciółkami. Wanna pełna bąbelków, nie było w tym nic złego. Rozmawiałyśmy. W pewnym momencie zauważyłam, że mam niebieską plame na nodze, coś jak tatuaż techniką watercolor, pod tym kolorkiem miałam monete. Jednogroszówke, nie wiecej, ale kiedy próbowałam ją wyciągnąć zaczela rosnac i kiedy ją wyjelam miala ksztalt wieloryba. Na moich nogach pojawiac sie zaczely wielorybie  wytłoczenia w skórze. Uznałam to za coś normalnego. Z wanny zaczela wylewac sie  piana na podloge, wyszlam z niej, znajome takze.

Koniec 1 wersu.

Potem wychodziłam z Lidla, na przystanek. Trzymałam na rekach mojego psa, ale byl dziwny, nieswój. Jego brzuszek napęczniał jak gdybym trzymała go nad wodą, a on szykował sie do płyniecia. Czekalam na autobus, ale kiedy nadjezdzal, wydal sie dziwny. Z dlugiego, stal sie krotki, jechal szybko, niebezpiecznie i minął przystanek jadąc dalej. Pobiegłam za nim, skrecilam w prawo, w uliczke, bylam w innym miescie. To juz nie bylo moje miasto, lecz jedna z warszawskich dzielnic, budowa metra, zgubiłam sie tam. Zbliżał sie zmierzch, pracownicy budowy pokierowali mnie do wyjscia.

*

Potem niewiele pamietam. Bylam na dole, w salonie, na kanapie siedzial arabski jegomosc. Wspolczsny amant. Zaczal mnie dotykac. Odmowilam, smiejac sie z niego. Poszlam na gore, do siebie. 'Babcia' czytala siostrze bajki na moim lozku, wyszlam do maminego pokoju, ale wrocilam znow. Tym razem siostra lezala w psim kojcu ogladajac bajki, a nowy-stary czarnoskóry jegomość czytał jej książke. Znów przedpokój. Wiedziałam, że siostra śpi u mamy w pokoju, na swoim łóżku, ale jej sobowtór pojawił sie przede mną. Śmiał się, rzucał, jakby ją coś opętało. Za każdym razem, kiedy brałam ją na rece i chciałam wyrzucić przez okno, ona kurczyła sie, zostawała z niej sama dziecieca dłoń, wyschnieta i przypominająca suchą skóre czy racice dla psa. Innym razem pojawiała si znów i znów i znów. Zwątpiłam raz czy to ni prawdziwa ona, al to był sobowtór.

*

Leżałam na łóżku, najpierw na kolanach dawnej przyjaciółki, rozmawiałyśmy, kiedy odwróciłam wzrok zmieniła sie, leżałam na kim innym, na arabskim amancie. Chciałam, żeby dał mi w końcu spokój. Niechciany, niedoszły kochanek. Chciałam sie uwolnić, ale on trzymał mnie. Czułam jak coś wbija mi sie w żebra, było niewygodnie. Zamknelam oczy, chcialam poprawic pozycje, ale nie udawalo mi si to. Przjchalam lonia po jgo twarzy, nagle wyczulam zarost. Cialo jego jakby spoteznialo, glos sie zmienil i juz bylam w objeciach chlopca, z którym żywiłam upodobanie do własnej osoby. Obrzydliwe to było uczucie, znów być przykleszczonym do tego. Prosiłam, żeby mnie puścił, a on tylko powtarzal, ze jestem jego, ze mnie kocha, szeptal obrzydliwe czulosci. Jakby w amoku, do siebie. Udalo mi sie w końcu poprawić pozycje, żebra już nie bolały od niewygodnej pozycji.

*

Poszłam na dół, puścić psa za potrzebą, lecz kiedy otworzyłam drzwi przedsionka widziałam nadchodzącą burz. Przede mną stał mężczyzna w garniturze, okularach, z teczką i parasolem, coś mówił, ale nie spomniałam ani jednego słowa.

Wróciłam na góre. Wiedziałam cały czas, że to sen. Chciałam sie obudzić. 2 raz spotkałam mame, ona tz snila, myslala, ze to koszmar, uderzyla mnie scierką kuchenną, lecz nic nie poczułam. Zaczelam mowic sobie, zeby sie obudzic. Myslalam, ze wszystko to trwa wiecznosc. Sen ten jest rzeczywistością, która okazuje sie nadal być koszmarem.

Ale jestem.


Wybaczcie za literowki, klawiatura w moim laptopie nie dziala zbyt dobrze, mam problemy z pisaniem D oraz A. Sen jest prawdziwy, spisuje go od razu po przebudzeniu. Niestety czesc jego uleciala, wraz z powrotem pelnej swiadomosci.

niedziela, 11 sierpnia 2019

#71

Nie chciałam jeść tych lodów. Mama kupiła w lodziarni i nie mogłam nie zjeść. Jestem dzisiaj mocno wkurwiona, przyjechała znajoma mamy z obrzydliwym bachorem, który cały czas robił wszystko, dosłownie wszystko, żeby mnie zdenerwować.  Uznaję dzisiejszy dzień za totalnie nieudany.

śniadanie: jogurt 0%, 10g kaszy manny, jabłko [164]
2 śniadanie: 3 wafle ryżowe, hummus, papryka, pomidor, ogórek kiszony [158]
obiad: 135g fasolki szparagowej 45, 230g gotowanych ziemniaków, jogurt 0% z siemieniem lnianym [255]
przekąski: pół batona orzechowego 122, kulka lodów nutella, wafelek, ciasto piaskowe 120 [???]
kolacja: 2 gruszki, skyr


964+lody/800

aktywność: spalone 400kcal na rowerze i 100 ze spaceru, z 15min hula hop


sobota, 10 sierpnia 2019

#70

09.08.2019

Opisuję w 'następnym' dniu.

śniadanie: 30g płatków owsianych (110), 5g dżemu malinowego (7), 4g budyniu malinowego (14) [132]
2 śniadanie: marchew, jabłko, skyr 126
obiad: 112g fasolki szparagowej (35), 65g jogurtu 0% (27), 312g ziemniaków 240, 234g buraków 87 [389] [nie zjadłam wszystkiego, więc ok 300]
przekąski: twister 68, 2 suchary 80, 25g popcornu (84)
 kolacja: tost 316


1106/800
aktywność: jazda na rowerze 457, spacer 150, 35min hula hop, razem spalone ok 600kcal 


10.08.2019

Cóż mogę rzec.. Nie dzieje się nic szczególnego. Zamówiłam sukienkę, na wesele, musi dojść jak najszybciej, inaczej zostanę z niczym. Wesele w przyszłą sobotę. Czekałam do ostatniej chwili, trudno, liczyłam, że poprzednia dojdzie. Dziś znajoma robi 18-stkę, miesiąc po właściwym czasie, nie poszłam. Czemu? Nie chciałam. Znamy się 14 lat. Mam jej dość momentami. Jestem nieco obrzydliwa, zadaję się z nią bo mogę dostać łatwą, przyjemną, dobrze płatną pracę w roku szkolnym. Potrzebuję pieniędzy, ortodonta sam się nie opłaci w przyszłości. Niestety. Może jedząc jak dziś uda mi się schudnąć choć kilogram? Wczoraj 64,15kg, dziś 63,7kg. Wzrost, zastój, spadek, zastój, wzrost. I tak ciągle. Rozregulowałam metabolizm pijąc tak duże ilości senesu. Czas to naprawić. Koniec z senesem. A przynajmniej przez kilka dni. 

Od teraz robię kopię zapasową każdego dnia, z każdym postem jaki się pojawi.

śniadanie: 210g jogurtu 0% (86), 60g śliwek (29), 25g kaszy manny (85), kakao (5), budyń (15) [220]
2 śniadanie: 40g płatków owsianych (145), siemię lniane (6), budyń (18) [169]
przekąski: pół batona z orzechami (122), kanapka z hummusem (90) [212]
obiad(?): tost (230), 62g papryki (20) [250]
kolacja: 3 wafle ryżowe (57), 52g papryki czerwonej (17), 74g ogórka kiszonego (9), 46g pomidora (9), 22g hummusu (59) [150]

1001/800

aktywność: spalone 252kcal na rowerze, 40min hula hop


Photo

 

czwartek, 8 sierpnia 2019

#69 koniec

Powróciłam tutaj, oddali mi w końcu bloga.

Waga wczoraj albo przedwczoraj albo 3 dni temu, 63,3kg.

Wczoraj się nawpierdalałam (1300), spaliłam 475kcal, tym razem bez przeczyszczania się. Dzisiejszy dzień... Nieco lepiej.

Postanowiłam chyba zakończyć Purple Skinny Diet, ciągle jem za dużo, nic mi się nie udaje. Po prostu... Beznadziejnie mi to szło, zawalałam niemal każdy dzień. Oszukiwałam tylko siebie dodając tu dobre bilanse, a potem wpierdalając więcej. Głupia, głupia ja.

Od jutra wracam do bilansów do 800kcal. 


śniadanie: 30g kaszy manny (102), 100ml mleka migdałowego (14), 1g kakao (5), budyń (14) [135]
2 śniadanie: suchar [40] 
obiad: 4 płaty papieru ryżowego (120), 20g suchego ryżu (71), 67g cukinii (11), 48g kurczaka (48), 45g papryki (14), 41g marchwi (14) [278]
przekąski: 66g gruszki (38), 280g grejpfruta żółtego (84), 2 kawałki bagietki czosnkowej (140) [262]
kolacja: trochę zupy szczawiowej z jajkiem (90), 2 wafle ryżowe (78), 27g hummusu (72), 55g papryki (18), 54g pomidora (10)

983

jeździłam odrobinę na rowerze, z 40min kręciłam hula hop

niedziela, 4 sierpnia 2019

#68 dzień 13/36 oraz 14/36

dzień 13, waga 63,45kg

Jestem zmęczona codziennym piciem senesu, ale nie chcę na razie inaczej, piję go świadomie.

śniadanie: 50g płatków owsianych 182, łyżeczka siemienia lnianego 12, pół łyżeczki proszku budyniowego 8 [202]
sok jabłkowo-dyniowy 126
pstrąg pieczony 300
gruszka 33, banan 134, nektarynka 35
2 małe kromki chleba
pół paczki rożków serowych
pół paczki bruschette 

nie wiem ile kalorii, ale zjebałam po całości, spaliłam ponad 200kcal, tego jestem pewna
???/950

dzień 14,
Oby ten dzień był lepszy. Jak widać, opuszczanie bloga mi nie służy.

śniadanie: 50g płatków owsianych 182,  łyżeczka budyniu czekoladowego 22, 100ml mleka migdałowego 14 [214]
2 śniadanie: 2 wafle ryżowe 78, hummus pomidorowy 78, pomidor malinowy 10 [166] 
prażynki krewetkowe 170
ryż, warzywa 210 
+2 gałki lodów


760+/900

piątek, 2 sierpnia 2019

#67 dzień 12/36

Bo wiecie, te naleśniki, to tak w nagrodę za wypicie 2 kubków senesu i dodatkowe spożycie go razem z nektarynką, żeby w ogóle przeszedł przez gardło. :)

No i mam okres, w końcu. 

3 naleśniki z dżemem malinowym niskosłodzonym i gruszką 253
pieczony pstrąg, 2 ogórki gruntowe, 150g sałatki sułtańskiej ok 300
skyr truskawkowy z łyżeczką dżemu malinowego 100
popcorn 184

837/850

czwartek, 1 sierpnia 2019

#66 dzień 11/36

To, że jem ponad 1000kcal i spalam choćby po 500 jednego dnia nic mi nie daje. Bo tyje. Muszę po prostu jeść według limitów i potem ewentualnie spalać coś.  Inaczej się nie da.

Jagodzianka to po prostu trochę jagód i ciasto drożdżowe, ale za mało słodkie, żadnej kruszonki, lukru, posmarowałam jedynie leciutko słodzikiem rozrobionym z wodą - 0kcal.

Planuję kupić odżywkę białkową, to może nie będę jadła aż tyle słodyczy (większość staram się zastąpić słodzikiem..), no i dostarczę sobie białka sporo. Stwierdziłam, że może czas na zmianę diety na bardziej białkowo-tłuszczową, niż węglowodanową.

śniadanie: 50g płatków owsianych 182, 100ml mleka migdałowego 24, 1g siemienia lnianego 6 [212]
obiad: 138g piersi z kurczaka 135, 317g kalafiora 86, 90g pomidora koktajlowego 17 [238]
podwieczorek: 1/2 domowej jagodzianki 134, wafelek 80 [214]
skyr truskawkowy [83]


747/750

dobra, chuj, nie wiem, wpierdalałam dzisiaj, od wczoraj piję senes