wtorek, 23 kwietnia 2019

Kula marnotrawna wróciła.

Przytoczyłam się tutaj, again.

Waga 66,3kg.
Nowy rozstęp na ciele, ciaśniejsze ubrania,  do zrzucenia ponad 6kg.
Niedługo wesele, sukienka musi być w rozmiarze M, posłuży mi także za studniówkową.

Bilans z dzisiaj?
Wstałam po 10, jest 15:24:
bułka z hummusem i pomidorem 250
kostka czekolady 62
chipsy 200
kawałek innej czekolady 100
jabłko 60

672, zajebiście.


Well, chciałabym napisać co się działo przez te 5msc, ale sama nie wiem co się działo. Wszystko posypało się zaraz po świętach. Osiągnęłam wagę 61,35kg, byłam z siebie bardzo zadowolona. Mało jadłam, piłam cały czas, nie czułam głodu, ćwiczyłam godzinę dziennie z hula hop. Jak w amoku. Potem święta, opychanie się ciastami,  pysznościami i w końcu odpuściłam. Nawet nie wiem kiedy. Chciałam bardzo do tego wrócić... ale tego nie zrobiłam. Głupia ja. Więc teraz czas na powrót. Najbardziej na świecie, to chciałabym zmieścić się z bilansem w 1000kcal, dziś.Zostało mniej niż 400. Dodatkowo spalić przynajmniej 200 na jakiejś aktywności. Powinnam dziś kupić miętę, senes (przeczyszczanie:), mieszankę warzyw, chińską. Ma mało kalorii, z sosem sojowym jest smaczna. Plan jedzeniowy, to tak w sumie... Uhm. Nie wiem, warzywa na patelnie - powrót do rutyny, niskokaloryczna i bezpieczna. Jako piękny dodatek kotlet sojowy, byle nie smażony, po prostu w bulionie. Ostatnimi czasy mam też sporego doła, więc zdarzyło mi się 2 razy pociąć, albo 4 razy. Nevermind. Plan jest jak na razie prosty. Mam ostatnio sporo wydatków a mało pieniążków i jakiś dług u kogoś. Także tego. Zostawcie linki do siebie, na pewno odwiedzę. Widziałam, że skasowali dużo blogów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz