sobota, 4 maja 2019

Intymnie

65,8kg
Tyle wynosi moja waga po dzisiejszym obżarstwie. Ale to nieistotne. Poprzenosiłam posty z poprzednich 2 blogów tutaj. Ossa Lunares. Księżycowe Kości. Chyba tak pozostanie. Wiecie co? Zapomniałam totalnie, że próbowałam wrócić w kwietniu, marcu, lutym... Dopiero kiedy zaczęłam przenosić posty zorientowałam się, że w ogóle coś pisałam. Ale czuje się nadal jak w amoku. Nie mam zielonego pojęcia co się dzieje wokół mnie. I nie mam tego pojęcia od zeszłych wakacji. Powinnam tutaj napisać, naprostować, ale nie wiem czy potrafię. Zastanawiam się również nad wepchnięciem tutaj postów z moich pierwszych blogów, sprzed 4 lat. Żeby wszystko było w 1 miejscu, uporządkowane, choć trochę. Czytałam kilka razy poprzednie posty, z poprzednich blogów, dzięki nim pamiętam co się działo. A raczej resztki tego. Pamiętam dzięki blogowi i mojej znajomej, z którą dość często wspominamy gimnazjum. Ach... Moje posty jak zawsze chaotyczne. Zacznijmy więc od początku zeszłego roku. Czuje lęk pisząc to, nie wiem czemu. Poznałam chłopca, na początku 2018, chyba. Chciałam się z nim kumplować, wyłącznie na to liczyłam. Miał problem z dziewczyną, więc zaoferowałam swoją pomoc, jak zawsze. Było trochę problemów, ale ogarnęłam go, zerwał z nią. Całkiem przypadkiem, w późniejszym czasie byłam z nim. Razem. W moim odczuciu to obrzydliwe. Nawet go nie kochałam. To był typ romantyka, współczesny Werter. Nie podobało mi się to, że jest pizdą. Po prostu. Bawiłam się trochę, były ze 2 'rozstania' i tyle. Trwało to bodajże do maja. Późniejszą ofertą była przyjaźń. Zgodził się i było ok. Jakoś w czerwcu z moją psychiką było źle. Nawet nie wiem czemu. Po prostu miałam dość wszystkiego, psychicznie. Do tego doszła poprawka w sierpniu, z 2 przedmiotów. Zakończyłam przyjaźń z 2 dziewczynami, z którymi trzymałam się od lat. Zakończyłam, to złe słowo. Wisiała na włosku, ale jakkolwiek czasem się ze sobą trzymałyśmy. Nvm, nie o tym teraz. Przez te 2 miesiące wakacji uczyłam się z korepetytorem, żeby zdać. Ale w ciągu tych 2 miesięcy totalnie się załamałam. Pisałam z Werterem, było mi przykro, że mnie olewa. Bardzo często olewa. Były kłótnie, pytałam cały czas, ale nie uzyskiwałam odpowiedzi. Do czasu. Odpisał, treściwie. Załamanie było potężne, 2 dni nieustannego płaczu, brak chęci do czegokolwiek. To nie jest tak, że to stricte przez niego. Nie. Ja o nim zapomniałam. Bo kazał mi robić rzeczy, których nie chciałam. Zbyt dużo czasu na niego poświęciłam, za bardzo zmuszałam się do durnego przytulania, którego nienawidzę. Wymagał spotkań, choć doskonale wiedział, jak stresujące są dla mnie spotkania z tak obcymi ludźmi, których znam krótko. Wyjście z domu gdzieś dalej również. Stres związany z tym, żeby rodzina się nie dowiedziała o tym typie. Nie chciałam tego. Nie chciałam tego typu znajomości. To załamanie z wakacji... Powiedzmy, że to był przełom. Uaktywnił mój brak chęci do czegokolwiek. Zdałam do następnej klasy. 2 liceum, czuje się nieco bezpieczniej w szkole. Stosunki ze znajomymi ze szkoły bardzo ucierpiały... Przez tamte 2 miesiące wychodziłam z domu jedynie na korepetycje. Niemal nie miałam kontaktu z ludźmi. Teraz również nie mam. Spotykam się z 1 osobą, z tą, z którą trzymałam się przez lata i nasza znajomość prawie się skończyła. Z nikim więcej. Wiem, że potrzebuje wyjścia z domu, do ludzi. Inaczej się załamuje, zamykam. Jest to wygodne, mogę być taka przygnębiona, mogę być na diecie, mogę się ciąć i nikt nie będzie pytać. Będzie po prostu bezpiecznie. Ale sama wariuję. Dziwię się, że moja mama nie reaguje. Wcale. Mówię jej często jak bardzo się nudzę, nie mam z kim wyjść, jestem zmęczona i chcę chęci do życia. Ostatnie zawsze jest pół żartem a pół serio. To co napisałam tutaj, wyżej, jest bardzo intymne. Decyduje się to opublikować, mimo świadomości, że ktoś ze znajomych może tu trafić później i zacząć kojarzyć fakty. Ale od dawna nie mam przyjaciela 'na własność', nie mam komu powiedzieć co myślę. Niektóre myśli są ważne, niektóre trzeba pamiętać. Nie ma kto pamiętać. Dlatego zostawiam je tutaj. Wiem o czystce blogów. Zrobię kopię zapasową. Poprzednich kopii niestety już nie posiadam. Wiecie, pisałam podobne rzeczy na jednej konfie facebookowej. Ale tu jest bardziej prywatnie. Zawsze chciałam prowadzić pamiętnik, ale prywatność w moim domu niemal nie istnieje. Chyba właśnie dlatego istnieją wszystkie moje blogi. Jest jeszcze jedna rzecz, o której chcę napisać. Mianowicie; kiedy jestem sama, mogę wegetować  przygnębiona, zagłębiam się w seriale, filmy, książki, muzykę. I nie byłoby w tym nic dziwnego ani złego, gdyby nie to, że ja realnie zaczynam żyć razem z bohaterami w ich świecie. Planuje swoją podróż. Powieść? Nie wiem. W momencie, w którym się wkręcam w coś staje się istną fanatyczką. Zaczynam szukać wszelkich informacji. Muszę wiedzieć wszystko. Nadal nie brzmi to źle. Ale trochę złe jest. Bo potem muszę wrócić do rzeczywistości. W której nie mam szans na spotkanie elfów, krasnoludów, smoków, czytanie starych legend z pożółkłych kart ksiąg z wielkich, opuszczonych bibliotek. Nie mogę posiąść starożytnej wiedzy, spotkać królowej z prawdziwego zdarzenia, wyruszyć na swoją własną przygodę. Strzelać z łuku ukryta w koronach drzew. Trenować szermierki. Znać przyszłości, teraźniejszości, przeszłości. To nierealne, ale czasem udaje mi się to pochwycić. Chwilę później już tego nie ma. Jak z imieniem wiatru. Przez moment wypełnia twoje myśli, możesz go użyć, aby nad nim zapanować... Wiatr jest jednak nieuchwytny, często zmienia kierunek. Przychodzi zapomnienie. Nie wiem czy ktokolwiek coś zrozumiał. Ale usiądźcie wygodnie, załóżcie słuchawki, najlepiej wieczorową porą. Włączcie kawałek poniżej i poczujcie go całym sobą. Wtedy zrozumiecie.






serowa 104
kanapka z wege pasztetem i pomidorem 400
3 placki z jabłkiem
2 banany z winogronami 230
jabłko 90
2 ciastka owsiane (sama zrobiłam, nie policzyłam kcal)
jeszcze coś... nie pamiętam

godzina spaceru -388kcal

bilans z 4 maja, kiedy to piszę jest 5 maj, 2 w nocy

2 komentarze:

  1. Fajnie, ze wróciłaś <3 Wygląda na to, że dużo przeszłaś w ostatnim czasie. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Ech, te czystki blogowe. Mój poprzedni blog niestety na tym ucierpiał :( Co do życia w fikcyjnym świecie pod wpływem książek, seriali czy filmów - mam to samo. Gdy coś mnie wciągnie, to wkręcam się w to bez reszty, zatracam się i często zaczynam bardziej żyć tym fikcyjnym życiem niż realnym.
    Trzymaj się i powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zazwyczaj nie mam pojęcia co robię i raczej nie żyję świadomie. Filmy i książki mają zadanie pobudzać wyobraźnię, każdy jednak odczuwa to na swój sposób. Ja raczej nie czytam, bo bardzo często zdarza mi się przejmować na jakiś czas styl pisania, który jest zawarty w danej treści i wkurza mnie to, bo mam wrażenie, że to co piszę nie jest moje. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń