wtorek, 18 grudnia 2018

#3

Wczoraj nic nie dodałam bo bilans to istna tragedia, mama była w domu. Myślę, że wyszło koło 1500. Ale waga 62,5kg. Chyba najniższa, do której zeszłam świadomie. Do świąt chciałabym być na czysto z 62kg, jeśli będzie mniej, to nie obrażę się za te kilogramy. Jutro jest wigilia klasowa, nie wiem jak się zachować, zjem po prostu jak najmniej. W domu będzie już luźniej, bo mama ma drugą zmianę. Dziś pierwszą, dlatego muszę przyoszczędzić na kaloriach rano, żeby później przy niej "jeść normalnie". Słyszę ostatnio dość często, że schudłam. Słyszę to od dawna, ale do tej pory nie wiem jak na to reagować. Do szkoły jutro wezmę po prostu kanapkę z samym ogórkiem. Zjeść zjem, a kalorii mniej niż z jakąś wędliną, serem czy czymś.

Dużo wyszło, nie powinnam tyle jeść tak w sumie. Ostatniej rzeczy z bilansu jeszcze nie zjadłam, może zredukuje do 2 kawałków pieczywa chrupkiego z serkiem, wyjdzie ciut mniej, ale to nadal dużo. Piję sporo, jem nie dlatego, że jestem głodna, a w sumie "bo tak", czego u siebie nie lubię. A kiedy przekroczę bilans w mojej głowie jest tylko "aha, no trudno". Chociaż całymi dniami myślami jestem w marzeniach(?) o chudym ciałku, wystających kostkach, drobnej budowie ciała... Taaak. Marzenia warto mieć, ale trzeba na nie zapracować, czego ja przecież nie robię. Możecie mnie swoją drogą kojarzyć z dawnych blogów, które raz prowadziłam a raz nie. Tak samo jak ten xD W każdym razie, przy tym chciałabym zostać, zejść poniżej przeklętych 60kg. Wcześniej chciałam poniżej 80, 70 a teraz 60... Tamto mi się udało, więc pragnę, by i to wyszło. Zostało tylko 13kg. W nagrodę na 55kg chyba kupię sobie szelki... Aaaale, do nich muszę mieć płaski brzuch, bo chcę je założyć do czarnej koszuli i spodni, które nie będą odciskać się na mojej obleśnej fałdzie tłuszczu. Jak dojdę do 60-58, to koszula w rozmiarze M. Niby w M zaczynam się powolutku mieścić, ale wolę nie ryzykować kupna nowej rzeczy, której później nie będę nosić bo odwidzi mi się dieta. To będzie nagroda. Dużo rzeczy planuję, ale zwykle do realizacji nie dochodzi, rozmyślam się. Nie wiem jak będą wyglądać posty,  pewnie wyjdą dość.. długo. Ze względu na brak znajomych i moje zachowanie. Niby mam te 17 lat, ale mentalnie 5... Kiedyś dorosnę. Z racji, że pro-ana niejako wymaga perfekcji, to postaram się uczyć do biologii, w końcu piszę rozszerzoną maturę z tego przedmiotu. Potrzebuje jej na studia, których jeszcze nie wybrałam, ale będą zapewne z nią związane. No, miłego wieczoru/dnia. Wpadnę do Was, jeśli zostawicie linki, dodam do listy czytelniczej.


4x chrupkie z hummusem i pomidorem 180
mix kasz 266
warzywa na patelnie 100(?)
chlyb 150
jabłko 50
pieróg 50
3 kostki czekolady 100
chrupkie z serkiem 41 
piernik z łyżeczką dżemu 70 
3x chrupkie z serkiem wiejskim light i ogórkiem 176
mandarynka 80
ogórek 20

1107/1200







1 komentarz:

  1. Oj, te mamy. Zawsze trudniej jest mi zachowywać małe bilanse kiedy jestem w domu rodzinnym.
    Dobrze, że na studiach nie ma już wigilii klasowych xd
    Skoro często słyszysz, że schudłaś, to coś musi w tym być, gratuluję :)
    Trzymaj się i powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń