niedziela, 23 grudnia 2018

#8

Producenci chyba robią mnie w chujka. Zważyłam się - 62,6kg... Gdzie wczoraj było o 30dg mniej. To picie aloesowe chyba nie ma 0kcal. Mogę też obwiniać fakt iż nie było mnie w toalecie od przedwczoraj. Ale no nie wierzę, przytyć trochę w ciągu jednego dnia. Masakraaaa. Myślałam, że będzie gorzej, jeśli chodzi o jedzenie, ze względu na moją mamę, która ma wolne aktualnie. Poprosiłam ją, żeby kupiła mi batony owocowe, wiecie, obliczyłam sobie ładnie ile ma jeden, już taka ucieszona byłam, że są niskokaloryczne, a tu taki chuj bo jeden ma 100kcal xD W sumie, jest to lepsze rozwiązanie niż czekoladowy batonik. :)  Muszę jeść mniej, ćwiczyć więcej i chyba wypić senes, jeśli jeszcze mi jakiś został... Idzie się załamać po prostu przez te święta, ilość jedzenia i w ogóle wszystko... Pragnę wręcz jeść naprawdę malutkie ilości jedzenia, poniżej 800kcal, jeść mało i chudnąć, być chudą. To jest chyba jedyna rzecz jakiej pragnę. Nie wiem czy będę wam składać tutaj życzenia, nie obchodzę świąt, a życzenia są jak dla mnie bezsensowne. Czekać na jakieś wyjątkowe dni w roku, żeby komuś 'dobrze życzyć', gdzie tak naprawdę później daną osobę po prostu ma się gdzieś.

Mały update: mama pojechała do cioci, więc postaram się nie jeść już dzisiaj nic, może jakieś jabłko. Większość kalorii liczę jednak na oko, niektóre są zaniżone, niektóre zawyżone, więc tak naprawdę, to nie wiem na czym stoję. I doszłam do wniosku (szkoda, że dopiero teraz), żeby wszystko co jem było jak 'najzdrowsze'. To chyba rozsądne. No i więcej warzyw i owoców, lepiej na tym organizmowi wyjdzie. Tzn tak, ciemne pieczywo wybieram zawsze, kiedy mam tylko okazję. Wersje bez mięsa, z większą ilością warzyw również. Po prostu czasem odpuszczam, choć nie powinnam. Otyłość i śmieciowe jedzenie staje się coraz większą plagą, ludzie zapadają na coraz więcej chorób, na własne nieświadome życzenie.  Niestety. Naprawdę chciałabym już pominąć choroby psychiczne, ale nie da się. Fizyczne i psychiczne przypadłości są ze sobą bardzo często związane. Meh. Wiem, że wszystko to brzmi bardzo nihilistycznie, ale nie myślę tak o tym. Mam naprawdę dobry humor pisząc o tym :P

Wiecie, chciałabym czasem się podołować, poczuć cokolwiek więcej niż obojętność, ale nic nie działa. Tak więc sobie tkwię. Wstawię wam jeszcze jedną z moich najukochańszych thinspiracji, Sariel. Ewa jest przecudownie szczupła i to jeszcze dzięki genom. :| 

kanapka z hummusem i pomidorem 300
4 mandarynki 120
2x jabłko 100
3 kotlety sojowe 90
warzywa na patelnie 150
baton owocowy alesto 101 
pół łyżeczki kremu czekoladowego (na oko 50?)


911/1200

dodatkowo zjadłam...:kawałek papryki, kilka małych ogóreczków z chili, 1 chrupkie z dżemem  i cukierka... god, nie umiem nawet jeść mało, poćwiczę chociaż bo marzenia o gładkiej skórze nigdy się nie spełnią... 
update o 00:25-pokręciłam hula hop mniej niż 30min, ale nadal cokolwiek, czyli około 117 spalonych kalorii 


1 komentarz:

  1. Ładny bilans <3 Nie przejmuj się tym wzrostem wagi, to pewnie rzeczywiście zawartość jelit. Ładne thinspo <3 Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń