piątek, 12 lipca 2019

#46

63,7

Czuje się ociężała, jakbym przytyła albo miała kamień w brzuszku. Zostały 4kg i 2 tygodnie.
Muszę dopracować swoją dietę, nie ma w niej prawie żadnego tłuszczu. Czasem dolewam troszkę oleju do warzyw na patelnię, ale zwykle robię je na wodzie. Do tego używam jogurtu 0%, jem za dużo cukrów prostych, które głównie znajdują się w owocach... Postanowieniem jest jeść więcej wytrawnych rzeczy, 1 słodki posiłek dziennie i świat będzie lepszy. Przekroczony bilans, ale z samego rana poszłam na spacer i krokomierz pokazał 140 spalonych kalorii, do tego dojdzie hula hop  i jakaś aktywność fizyczna, a dzięki płatkom owsianym czuje się syta na dłużej. Zamiast ryżu postaram się jeść więcej fasoli czy ciecierzycy/soczewicy.


owsianka 203
jogurt z jabłkiem, borówkami, płatkami owsianymi 250
wafel ryżowy 39
plaster sera 50 
ryż z warzywami 220 
arbuz 120

872


I tak wyglądałby ten dzień, GDYBY... 

Naszykowałam sobie ryż, warzywa, żeby je ugotować wieczorem, w międzyczasie zaczęłam podjadać chipsy, no i to mnie zgubiło. Zjadłam ich sporo, do tego wafel ryżowy z pastą z tofu, zaczęłam gotować przyszykowane jedzenie, ale dodałam za dużo pieprzu cayenne i soli, więc stwierdziłam, że to wyrzucę bo mi nie smakuje, zjadłam ogromną garść płatków lion, jakichś poduszeczek, później zrobiłam sobie 'tosta' z pszennej bułki, sera, wędliny, keczup, po prostu masakra. 

Dzień uznaję za nieudany. Wypiłam już senes, kiedy dotarło do mnie, co robię, poszłam do pokoju i zjadłam dosłownie łyżeczkę sproszkowanego senesu, popiłam wodą, myślałam, że zwymiotuję. Teraz idę zaparzyć sobie jeszcze jeden. Choćbym miała już rzygać tym senesem, to go wypiję. Będę chuda. I chuj mnie obchodzi stan mojego układu pokarmowego. Jutro prawdopodobnie nie będzie nikogo w domu, więc może głodówka/dzień umiaru/kolejny napad. Pochłonęłam w tym obrzydliwym występku co najmniej 500 kalorii. To niedopuszczalne. Teraz wiem, że mogłam się tego spodziewać. Od wczoraj mam ochotę płakać, bo tak ciało chce, nie mam powodu, nie ma we mnie żadnej emocji, która byłaby za to odpowiedzialna. Po prostu płacz. Na domiar złego mama kupuje dzisiaj makaron do lasagne i chce, żebym ją zrobiła jutro lub na poniedziałek. W poniedziałek też ma cały dzień wolnego, nie wiem jak dam sobie radę z utrzymaniem diety. Potrzebuję tych 60kg...


Przepraszam.
Mam nadzieję, że wam idzie lepiej...


PS. Dajcie znać czy wygląd bloga jest ok, wszystko jest czytelne. Postaram się coś poprawić, jeśli byłoby nie tak. 

1 komentarz:

  1. Wszystko jest czytelne!
    Jeju, napady są straszne, wiem coś o tym... Jutro będzie lepiej, wierzę w to z całego serduszka.
    Powiedziałbym Ci, żebyś uważała z senesem, ale byłbym strasznym hipokrytą. Uważaj więc na siebie - na ile możesz.

    OdpowiedzUsuń